Formy ingerencji w przestrzeń miejską poprzez design

Sztuka coraz częściej wychodzi na ulice, a obcowanie z kulturą wpisane zostaje w przypadkowość naszego życia. Do tej pory kontakt ten odbywał się zupełnie poza codziennością w sakralnej, onieśmielającej przestrzeni muzeów i galerii. Teraz sztuka może zaskoczyć nas gdziekolwiek. W jej ślady idzie też design.

W stolicach wielu krajów europejskich, jednym ze sposobów podniesienia atrakcyjności budowanych dzielnic jest tworzenie „parków designu”, które prezentują mieszkańcom i przyjezdnym sztukę nowoczesną. Inicjatywy takie podjęte zostały już w Berlinie czy Barcelonie. Od kilku lat podobną akcję podejmuje w Polsce Fundacja Nowej Kultury Bęc! Zmiana z Bogną Świątkowską na czele. Fundacja działa w Warszawie od 2002 roku i jak możemy wyczytać z założeń, jej celem jest: „realizacja projektów kulturalnych twórców młodego pokolenia” oraz prezentowanie ich w „dostępnej wszystkim obywatelom przestrzeni publicznej”. Stolica wraz ze swoimi zaniedbanymi terenami daje ku temu szereg możliwości. Jak mówi Bogna Świątkowska „Warszawa jest miastem, w którym żyje się szybko, które jest nowe, ale nie nowoczesne (...) Stolica nie jest po to, żeby stać, ale też po to, żeby zaprezentować myśl twórczą obywateli naszego kraju. Przyjemniej wrzucać niedopałek do różowego śmietnika w kształcie świnki niż do standardowego betonowego kubła”.

Designerzy są szczególnie wyczuleni na wszelkie społeczne zmiany i jako pierwsi na nie reagują. Ich oddziaływanie jest tak silne, że z czasem projektowanie samo kreuje pewne zachowania i postawy wśród użytkowników. Design miejski daje na tym polu duże możliwości eksperymentowania. Ciekawie obrazuje to projekt ławki Spine Przemka Kaczkowskiego i Jacka Piotrowskiego. Zbudowano ją z elementów przypominających kręgi kręgosłupa. Jak mówią projektanci: „Trudno się na niej porządnie wyspać, ale można za to bardzo dobrze na niej wyglądać”. Ławka nie ma oparcia, czym zmusza użytkownika do zajęcia pozycji wyprostowanej.
Ingerencje w przestrzeń miejską i zabawa z ludzkimi codziennymi przyzwyczajeniami to bardzo rozległa (a może i wąska, przez co bardziej prestiżowa, bo specjalistyczna) dziedzina. Czasem może być częścią szerszych obserwacji przemian zachowań społecznych. Realizacje (nie tylko miejskie) wynikające z tropienia wszelkich symptomów nowych zachowań i potrzeb, by czym prędzej wyjść im naprzeciw są przedmiotem zainteresowań działającej od 1990 roku włoskiej grupy OPOS. Na mediolańskim Salonie w 2002 roku zaprezentowała ona swój projekt Panchina/bench, na który składały się miejskie siedziska. Założenie było dość proste: ławka - symbol jedności, miejsce spotkania nie tylko ze znajomymi, ale i z osobami przypadkowymi (bardzo zatem nacechowane socjologicznie), miało być dowodem na to, że miasto jest nie tylko wrogim i szalonym terenem, ale daje szansę ucieczki, poznania ludzi i dokonania z nimi wymiany myśli i wrażeń. Jedną z ciekawszych realizacji jest Looking for a balance – siedzisko wzorowane na znanej z placów zabaw huśtawki potocznie nazywanej „koziołkami” (tym razem jednak w wersji eleganckiej i minimalistycznej), wymagającej do prawidłowego użytkowania dwóch osób zgranych na tyle, by odpowiednio wyważyć ciężar ciał zapewniając ławce, przynajmniej na chwilę, stabilność. Można jeszcze przypomnieć People bench. Do jej skonstruowania wystarczy tylko skrzyknąć parę osób, które ustawią się w kółko, zniżą pupy do pozycji półprzysiadu opierając je tym samym na kolanach sąsiada za plecami i siedzenie gotowe. Przyznać trzeba, że koncept jest przedni, a i socjologiczny wymiar takiej ławki zapewne nie do przecenienia. Dla OPOS-u ingerencje miejskie to jednak tylko margines zainteresowań, podczas gdy Bęc! Zmiana postrzega je jako całościową akcję. I pewnie stąd różnice, jak na przykład elementy bajkowe obecne w polskich projektach.
Przestrzeń miejska to bardzo pojemny obszar. Przyjmie wszystko: od sztuki przez kicz po dyskryminację seksualną Nie wszystko jednak zaakceptuje, bo jako strefa wspólna wszystkim mieszkańcom podlega prawom bardziej bezwzględnym niż prawa sztuki. Warto może rozwijać ideę miejskiego designu, dawać szanse młodym artystom, oceniać i kształtować gusty. Może wtedy nie tylko Warszawa pożegna się z jakże znanymi nam wszystkim Placami Grunwaldzkimi i innymi pamiątkami wielkich Zwycięstw z poprzedniej epoki.